jak cebula została królową?

Pamiętam swoją pierwsza wizytę w gabinecie dentystycznym. Było głośno bo krzyczałam jak przystało na pięciolatkę. Zamknęłam się dopiero po tym jak przekupiła mnie mama piękną kolorową książeczką.
Nie była to ostatnia wizyta w tym miejscu, lecz pierwsza a potem nastąpiły liczne kolejne. Zęby psuły się jak szalone a stosowany proszek do zębów był mało skuteczny. No cóż, takie były czasy. Wizyty u pani dentystki wyglądały jak powtarzający się rytuał. Duży fotel, moja otwarta na całą szerokość buzia, groźny dźwięk wiertła i ten pedał pod nogą pani doktor przypominający pedał maszyny do szycia. Koszmar. Z buzia wypchaną ligniną opuszczałam gabinet a w poczekalni ze współczuciem witali mnie inni nieszczęśnicy z równie wypchanymi buziami. Istna rewia otwartych szczęk. Na szczęście wyjechałam na studia i to uratowało moja szczękę przed całkowitą utratą zębów. No nie do końca, to że jeszcze pozostały mi jakieś własne zęby zawdzięczam cebuli.
Miłość do cebuli odziedziczyłam w genach. Zawsze wolałam śledzia z cebulą niż kaszkę manną. Kanapka ze smalcem z plastrami posolonej cebuli z gorąca słodka herbatką, pyszności aż ślinka leci.